12.12.2018
EN
Gdańsk 2018

Co daje skauting – historia Beara Gryllsa

Pewnego dnia na ulicy Beara Gryllsa zaczepił mały chłopiec i spytał go, co by powiedział, gdyby miał przekazać tylko jedną radę dotyczącą sztuki przetrwania. Autor odrzekł: ,,Uśmiechaj się, kiedy pada deszcz, a gdy przechodzisz przez piekło nie zatrzymuj się”. Myślę, że jest to maksyma, która powinna towarzyszyć każdemu harcerzowi.

autor: Małgorzata Woźniak

Kiedy jest trudno nie możemy tracić hartu ducha, bo od tego krótka droga do rezygnacji, a przecież nie o to nam chodzi. W swojej autobiografii „Kurz, pot i łzy”, Naczelny Skaut Wielkiej Brytanii, przekazuje swoim czytelnikom wiele więcej życiowych prawd.

SKAUTING

Ogromny wpływ na życie Beara Gryllsa wywarł skauting. Podobała mu się przygoda, wyzwania i wzrastające poczucie własnej wartości. Każdy zostaje przyjęty do grupy i zaakceptowany takim, jakim jest (nawet jeśli jest wtedy jeszcze chucherkowatym Bearem), każdemu stawia się wyzwania i pomaga się je zrealizować.

Jednym z pierwszych zadań, jakie autor dostał na zbiórce było upieczenie kiełbaski za pomocą jednej zapałki. Ale przecież zapałka zgaśnie zanim kiełbaska będzie nadawała się do jedzenia. W tym momencie pojawił się instruktor, który pokazał mu, jak układa się ognisko, jak je podpalić i jak utrzymywać ogień. Kiedy zostaje się skautem automatycznie staje się członkiem ogromnej rodziny, która wspiera, daje poczucie równości i braterstwa – tego, czego często na próżno szukać we współczesnym świecie. Bear od małego, chudziutkiego chłopca, który jednak zawsze kochał przygodę stał się najmłodszym w historii Przewodniczącym Skautów (co uważa za jeden z największych przywilejów w swoim życiu) i wzorem do naśladowania dla dwudziestu ośmiu milionów dzieci i młodzieży na całym świecie.

RODZINA

Ogromne wsparcie od zawsze stanowiła dla Beara rodzina – na początku babcia Patsie, która opiekowała się nim w wakacje na wyspie, matka, która drżała, kiedy jej syn postanowił wdrapać się na Mount Everest, ale wspierała go w każdej chwili, a także ojciec.

Tata autora był niegdyś w służbach specjalnych i stąd wzięło się jego ogromne zamiłowanie do przygody, które zaszczepił w swoim synu. Bear cały czas wspomina o tym, że jego ojciec nigdy właściwie nie dorósł i to właśnie dlatego tak świetnie dogadywali się podczas wspólnych wypraw. Pomimo wielu ryzykownych przygód, ojciec Beara Gryllsa powtarzał pewne mądre zdanie: ,,Nie licz na łut szczęścia. Może otrzymasz taki prezent, ale zawsze miej w zanadrzu plan B”. Wspólne przecieranie szlaków górskich zimą i latem, rejsy po zdradzieckich morzach Anglii i Szkocji były przeżyciami, które sprawiły, że ojciec i syn stali się nierozłącznymi kompanami i wspaniałymi przyjaciółmi.

SAS

Jeszcze podczas studiów Bear Grylls postanowił zaciągnąć się do rezerwowego pułku SAS, czyli Special Air Service, a z angielskiego na nasze: jednostka uważana powszechnie za najlepiej wyszkoloną i najbardziej elitarną jednostkę bojową sił specjalnych na świecie. Już brzmi przerażająco, a trzeba wspomnieć, że aby dostać się na wyczerpujące szkolenie, trzeba najpierw przejść selekcję. Jakby tego było mało żeby się na nie dostać trzeba przetrwać preselekcje, które miały za zadanie odsiać słabe jednostki i zostawić niezniszczalną elitę, która zostanie poddana szkoleniu na prawdziwych żołnierzy SAS.

Pierwszy test na preselekcjach był ,,prosty” – przebiec w górach trzynaście kilometrów w czasie poniżej jednej godziny. Właśnie podczas preselekcji Bear Grylls pojął, jak bardzo można być przeszczęśliwym leżąc w ścisku na stalowej podłodze wojskowej ciężarówki, drżąc z wyczerpania i wdychając opary spalin. Oczywiścienie ma co porównywać selekcji do SAS i wojskowego wozu do nocnego biegu obozowego i pryczy, jednak coś w tym jest, nie uważasz? Kiedy przyjeżdża się na obóz pierwsze kilka dni służy przyzwyczajeniu się do niecodziennych warunków. Jednak już po trzech – czterech dniach suchy namiot i (już) wygodna kanadyjka stają się wyjątkowym luksusem. Takich przeżyć może doznać tylko elita ludzi, która kocha przygodę.

SKOK ZE SPADOCHRONEM

Podczas jednych wakacji, Bear pojechał do RPA, żeby pracować na farmie, ale przy okazji zwiedzać, poznawać kulturę i dobrze się bawić. Pewnego dnia wraz z grupą przyjaciół postanowił skoczyć ze spadochronem, jednak jego skok nie udał się. Kiedy zdał sobie sprawę, że jego spadochron jest uszkodzony, zamiast go odciąć i użyć zapasowego, usiłował z nim walczyć, co skończyło się upadkiem na twardą ziemię. Odbił się od ziemi jak szmaciana lalka i łkając czekał na pomoc kolegów. Złamał sobie trzy kręgi w środkowym odcinku kręgosłupa i przez długi czas nie mógł sam chodzić.

Zanim mógł podjąć rehabilitację długo leżał w szpitalnym łóżku i zastanawiał się nad swoim życiem. Przez jedną głupią pomyłkę mógł je stracić, ale jednak mu się udało. Znowu. Pomimo tego mógł już nigdy nie chodzić, nigdy nie wejść na Mount Everest i nigdy nie wrócić do SASu. W takich momentach człowiekowi wali się cały świat. Ogromne wsparcie w tamtych trudnych chwilach dała mu świadomość błogosławieństwa i ochrony Jezusa Chrystusa. Bear z pomocą rodziny i Najwyższego stanął z powrotem na nogi, wrócił do pełni sił i zaczął marzyć. Leżąc w swoim pokoju zawsze miał przed oczami obrazek Mount Everestu, który zawiesił tam w dzieciństwie i to właśnie ta góra stała się jego następnym celem. Szalone, można pomyśleć, ale to właśnie od takich szalonych pomysłów zaczyna się wspaniała przygoda.

MOUNT EVEREST

Bear Grylls od dziecka marzył o wyprawie na Mount Everest. Zawsze, kiedy zdobywał z tatą ośnieżone szczyty wyobrażał sobie, że jest to właśnie Dach Świata. Po wypadku to marzenie sprawiło, że miał cel w życiu, miał do czego dążyć i postawiło go na nogi. Na początku wszyscy uważali to za niemożliwe, jednak on był uparty i szedł po swoje. Zaparł się i nalegał na wszystkie możliwe firmy, aby zajęły się sponsoringiem jego wyprawy. W końcu jedna z nich zaufała mu (Bear nie miał na tym polu żadnego doświadczenia) i postanowił ich nie zawieść. Dali mu szansę wykazania się i nie miał prawa tej szansy zmarnować –  to była jego chwila. Przygotowania ruszyły pełną parą.

Dwa miesiące przed wyprawą na Everest, kiedy był człowiekiem z misją i ostatnią rzeczą o jakiej myślał, było zakochiwanie się spotkał swoją przyszłą żonę, Sharę i stracił dla niej głowę. Postanowił, że pojedzie, da z siebie wszystko, a kiedy wróci ożeni się z tą dziewczyną. Tak też zrobił.

Z książki „Kurz, pot i łzy”, dowiedziałam się, na czym tak naprawdę polega aklimatyzacja, a polega też na codziennej wspinaczce przez wiele godzin w górę i godzinnym zjeżdżaniu w dół. I tak przez wiele dni. Na pewnych wysokościach u człowieka pojawia się nieustanna migrena, bezsenność, kaszel i problemy z oddychaniem. To chleb powszedni wspinaczy w Himalajach. Autor wspomina w tym miejscu, że przyjaźnie zawarte w tak trudnych warunkach są przyjaźniami na całe życie i nie da się ich rozerwać. Takie miejsca dają nam jeszcze jedną (wspaniałą i pokrzepiającą) naukę: że człowiek, nie musi być silnym przez cały czas, bo kiedy ma przyjaciół może liczyć na ich wsparcie. Tam, nie można udawać Zosi Samosi, bo na przykład wisząc w lodowej przerębli pod Everestem jest się zdanym tylko na swoich towarzyszy). W takich miejscach człowiek przypomina sobie, że to nie on panuje nad naturą, a natura nad człowiekiem. Kiedy czyta się o wyśmienitych wspinaczach, którzy o tym zapomnieli lub po prostu góra nie pozwoliła im zejść żywymi ze swojego szczytu, nabiera się do niej ogromnego respektu. Wszyscy ludzie, którzy zdobyli Mount Everest oprócz doświadczenia, sprzętu i cech charakteru niezbędnych w tym miejscu mieli też ogromne szczęście, bowiem w ich wypadku góra była na tyle łaskawa, że pozwoliła im powrócić do domu.

Ze szczytu Mount Everestu Bear Grylls zabrał tylko jedną pamiątkę – garstkę śniegu, którą schował do ampułki po lekach. Lata później wraz z Sharą ochrzcili tą wodą swoich trzech synów.

Tekst pod oryginalnym tytułem “Kurz, pot i łzy” dostępny jest w dzisiejszym wydaniu gazety zlotowej. Po więcej artykułów w wydaniu elektronicznym Skauta Gdańskiego kliknij tutaj.

Autor: Mateusz Ignaczewski 9.08.2018

Aktualności

16.08.2018 Przyszłość zaczęła się dziś

16.08.2018 Patrz szerzej! Zmieniaj świat!

16.08.2018 Przy innym ogniu w inną noc…

16.08.2018 Zacznij zmieniać świat od dziś! 

16.08.2018 Komunikat Komendy Zlotu dotyczący uszkodzenia jachtów w marinie na Martwej Wiśle

16.08.2018 Wizyta Naczelnego Skauta na ziemiach polskich