14.12.2018
EN
Gdańsk 2018

Kolekcjonowanie wrażeń

Kiedyś przeczytałam zdanie „nizać na nitkę koraliki kolorowych wspomnień”. I to właśnie podróżowanie jest dla mnie dokładaniem koralików do mojego naszyjnika. Niektóre są piękne, kolorowe, niektóre malutkie i z pozoru mało atrakcyjne. Wszystkie jednakowo ważne i kształtujące moje postrzeganie świata.

autor: Aleksandra Polesek

Najwięcej koralików jest “hecho en América”. Ameryka Łacińska to dla mnie drugi dom i według teorii, która ma coraz więcej dowodów, Polska to zagubiona wioska z Ameryki Łacińskiej.
Moja miłość do “łaciny”, mam nadzieję, że choć trochę odwzajemniona, nie jest miłością ślepą. Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje tam bieda, przemoc i niesprawiedliwość społeczna. Wiem, że Meksyk to nie tylko plaże w Cancún czy Acapulco. Że dla niektórych będę tylko „gringa”.
Ale kolory, smaki, ludzie, zapachy – za każdym razem mnie zaskakują i sprawiają, że chcę zobaczyć jeszcze więcej.
Dziś kilka słów o dwóch krajach, które więcej łączy, niż dzieli, ale jednak są różne. Urugwaj i Argentyna. Ze wspólnym kawałkiem historii, współdzieloną rzeką, flagami w podobnych kolorach, tango, dulce de leche i asado.
Argentyna to wielka metropolia Buenos Aires i przestrzenie od katarakt Iguazu, aż po lodowce.
Lądując w Buenos Aires, jedynie charakterystyczna wymowa i używanie „vos” nie pozwalają zapomnieć, że nie jestem w Europie. Centrum miasta tworzą budynki z końca XIX i początku XX wieku, pokazujące, jak bogate było to miasto. Z kolei nowoczesna dzielnica przy Puerto Madero to doskonały przykład rewitalizacji miasta, a jednocześnie dowód na to, że Buenos Aires wciąż jest jednym z najbogatszych i najważniejszych miast w Ameryce Południowej. Każda z dzielnic zachowała swój charakter; wystarczy przejść prze ulicę i architektura całkowicie się zmienia.
Tę różnorodność najbardziej widać po dotarciu do dzielnicy Tigre, gdzie transport publiczny to łodzie pływające po kanałach, a zamiast rowerów mieszkańcy używają skuterów wodnych. Co ciekawe, ta położona „na wodzie” dzielnica dostarcza świeże owoce i warzywa mieszkańcom Buenos Aires. Jest miejscem, gdzie wszyscy chętnie spędzają niedzielne pikniki.
Większość dzielnic ma swoje hale lub targowiska. Każde z nich specjalizowało się w sprzedaży jednego określonego rodzaju produktów. I tak w Tigre są to meble, warzywa i owoce oraz mate, czyli naczynie niezbędne do konsumowania napoju narodowego Argentyńczyków – yerba mate. Na ulicach, zamiast automatów z coca-colą, są automaty z gorącą wodą, żeby zalać swoją yerbę.
Mogłabym wymieniać wszystkie zalety stolicy; ilość miejsc do spędzania wolnego czasu, stacje zdrowia w parkach miejskich, gdzie mieszkańcy mogą się zbadać. Ale największym zachwytem była ilość księgarń i najpiękniejsza z nich „El Gran Ateneo”. Mogłabym tam zamieszkać!
Jak zawsze została długa lista miejsc do zobaczenia w BA i w Argentynie, ale czas płynąć na drugą stronę Rio de la Plata, do Montevideo.
Jedynie krótki rejs statkiem i jestem w kraiku, jak o Urugwaju mówią jego mieszkańcy. Urugwajczycy są niezwykle wrażliwi na porównywanie ich z Argentyną. I pomimo tego, że ich flagi mogą się pomylić, po spędzeniu kilku dni wiem, że mieszkańcy obu krajów różnią się. Argentyńczycy lubią się popisywać i epatować swoja pozycją. W Mntevideo na odwrót; bogactwo kryje się za dyskretnymi fasadami domów w kolorze szarym.
Wszystkie odwiedzane miejsca dzielę na te, w których mogłaby zamieszkać i takie, gdzie niekoniecznie. Montevideo to zdecydowanie miejsce na „tak”. Duże miasto, ale bez nadmiernego pośpiechu, nie przytłaczające ogromem. I w zasięgu pozostają cuda, jakie ma do zaoferowania wybrzeże. Dla osób, które szukają spokoju, istnieją magiczne miejsca, takie jak Cabo Polonio – rezerwat, gdzie może być tylko określona liczba budynków. Latarnia morska, konie pasące się obok i lwy morskie, wylegujące się na skałach. Cisza, słońce i szum lodowatych fal. Poprostu idylla.
Urugwaj to kraj, w którym posiłek bez mięsa to posiłek nieważny. Najlepiej, żeby była to wołowina prosto z grilla, przyrządzana na węglu drzewnym, produkowanym przez gospodarza.
Najbardziej w podróżowaniu podobają mi się ludzie – obserwowanie tego, jak żyją; poznanie ich zainteresowań. I wtedy zawsze myślę sobie, że jako ludzie tak pięknie się różnimy.

Więcej artykułów znajdziecie w cyfrowej wersji ósmego wydania Skauta Gdańskiego

Autor: Damian Kłonowski 15.08.2018

Aktualności

16.08.2018 Przyszłość zaczęła się dziś

16.08.2018 Patrz szerzej! Zmieniaj świat!

16.08.2018 Przy innym ogniu w inną noc…

16.08.2018 Zacznij zmieniać świat od dziś! 

16.08.2018 Komunikat Komendy Zlotu dotyczący uszkodzenia jachtów w marinie na Martwej Wiśle

16.08.2018 Wizyta Naczelnego Skauta na ziemiach polskich